Lekarstwo dla zmęczonej gleby? Nawożenie organiczne vs. naturalne

Lekarstwo

Naukowcy biją na alarm. Jakość polskiej gleby ulega pogorszeniu. Jeśli rolnicy nie zadbają o nią w porę, wydajność polskiego rolnictwa spadnie. W obliczu ograniczenia, a później zniesienia unijnych dopłat obszarowych, co ma nastąpić już za 4 lata, może to być cios w byt narodu. Jeszcze jest czas, by klęsce zapobiec.

Jest problem

Powyższe zjawiska nasiliły się niedługo po 2004 roku, gdy – po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej – zaczęła się intensyfikacja produkcji rolnej. Pomijając zmiany własnościowe, większe umaszynowienie, oraz dostęp do bardziej wyrafinowanych odmian nasion i sadzonek, intensyfikacja ta polegała na stosowaniu większych ilości nawozów  sztucznych. Liczył się szybki i wysoki plon, mało kto zastanawiał się nad późniejszymi konsekwencjami. Tym groźniejszymi, że względy ekonomiczne, konkurencja i wymóg wysokiej rentowności sprawiły, że duża część dostępnego areału przeznaczana była pod wielkoobszarowe gospodarstwa, czyli tzw. monokultury.

Co prawda, równolegle pojawiły się gospodarstwa ekologiczne, które z założenia nie stosują nawozów pochodzenia syntetycznego, ale uważano je za margines rolnictwa, w najlepszym wypadku, traktując jak hobby, bądź fanaberie dziwaków i bogaczy.

Mniej więcej po 10 latach zasypywania polskiej ziemi górami polifoski i innych syntetyków zaczęły się pojawiać problemy: spadł poziom próchnicy, podniosła się kwasowość gleby, obniżyły plony. Rolnicy przyznają, że mało kto wiązał te zjawiska z nawożeniem. Zwłaszcza, że dla wielu rolników symbole pH czy CEC były wciąż czystą magią.

Najczęstszą receptą na powstałe bolączki było zwiększenie ilości chemii, w najlepszym przypadku płodozmian. Tylko nieliczni, na czele z pionierem polskiego rolnictwa ekologicznego, Mieczysławem Babalskim, zwracali uwagę, że zdrowe rolnictwo, tym różni się od niedobrego, że nie stosuje się w nim nawozów i środków chemicznych, lecz nawozy naturalne. I to bez względu na to, czy w ekologii, czy w konwencjonalnej monokulturze.

Nawóz naturalny, apelował późniejszy przewodniczący Ekołanu,  to pokarm, bez którego produkcja rolna, jeśli nawet nie ustanie, na pewno zacznie podupadać. Nawożenie naturalne, to newralgiczny składnik agro-diety.

Naturalny kontra naturalny

Problem w tym, że dla większości rolników nawożenie nawozem organicznym sprowadza się do wykorzystywania przyzagrodowego obornika, gnojowicy i kompostu. Na coś takiego może sobie pozwolić ktoś, kto ma dużo czasu, sił i nie zależy mu ani na dużej produkcji, ani tym bardziej na wysokich dochodach. Ponieważ jednak coraz więcej ludzi chce jeść zdrowo, producenci zdrowej żywności muszą nie tylko dbać o jej jakość, ale i o ilość.

Nie jest żadną tajemnicą, że stosowanie nawozów naturalnych w swej oryginalnej  formie jest niewygodne, nieefektywne i z tych powodów drogie. Optymalne nawożenie upraw ekologicznych przy pomocy obornika naturalnego wymaga rozrzucenia ok. 20 ton nawozu na 1 hektar. Na siedmiohektarowe gospodarstwo przypada więc ok. 140 ton. Przewiezienie takiej ilości nawozu wymaga czasu, sił i pieniędzy. Co więcej, jeśli nie rozrzucimy obornika szybko, może on stracić do 50 procent swojej masy i wartości odżywczych. Dlatego, obornik naturalny to za mało.

Równie problematyczne jest stosowanie gnojowicy. Nie dość, że posiada ona wszystkie mankamenty charakterystyczne dla obornika, nie dość, że zawiera sporo substancji toksycznych i gnilnych, to na dodatek wydziela woń, na którą skarżą się okoliczni mieszkańcy, domagając się zakazu jej stosowania. I to im się coraz częściej udaje, bo gnojowica śmierdzi, jak diabli!

Każdy rolnik wie, że ilość i jakość produkcji roślinnej determinowana jest przez najsłabszy czynnik procesu wegetacji. Bywa, że jest nim zbyt niska zawartość siarki, selenu, magnezu, kadmu, wapnia, humusu czy innego mikroelementu. Można, co prawda, obornik uzupełnić suplementami, ale wymaga to dodatkowych zabiegów, ergo podnosi koszt produkcji. Konsekwencją tych doświadczeń było przekonanie, że nawożenie naturalne jest nieproporcjonalnie drogie i mało wydajne, stąd mogą sobie nań pozwolić wyłącznie ludzie uparci i hobbyści. Powstała sytuacja patowa.

W takich przypadkach nieocenionym doradcą jest rynek. Skoro walory nawozów organicznych są niekwestionowane, to przecież brak opłacalności nie może być przeszkodą w ich stosowaniu. Musi istnieć jakiś sposób!

Mniej więcej 30-40 lat temu rolnicy wraz z technologami żywności poszli po rozum do głowy i wymyślili obornik granulowany, który posiada wszystkie zalety nawozu naturalnego, a równocześnie wzbogacony jest o mikroelementy (w formie ekologicznej): jest łatwy w stosowaniu, skuteczniejszy, oraz TAŃSZY nawet od nawozów sztucznych.

Oto porównanie głównych cech obu oborników naturalnych: granulowanego w wersji ekologicznej oraz obornika naturalnego:

– Zamiast wozić na pole 20 ton obornika na hektar, wystarczy ok. 1 tony granulatu.

– Rozrzucanie granulatu jest łatwiejsze i znacznie precyzyjniejsze (celniejsze) niż rozrzucanie obornika widłami;

– Granulat, w przeciwieństwie do obornika naturalnego czy gnojowicy, jest znacznie trwalszy, dzięki czemu nie paruje czy nie uchodzi do gruntu;

– Granulat produkowany jest wyłącznie z surowca ekologicznego, certyfikowanego. Nie jest to nawóz bydlęcy, lecz delikatniejszy od niego, kurzy. O ile obornik krowi rzadko kiedy powstaje w hodowli bydła ekologicznego, o tyle obornik kurzy, powstaje wyłącznie z odchodów drobiu ekologicznego, certyfikowanego.

Nie tylko surowiec jest lepszy, także powstały z niego nawóz ma przewagę nad naturalnym obornikiem, co jest skutkiem:

– wyrafinowanego procesu higienizacji, czyli obróbki termicznej; poddany obróbce jest odporny na drapieżniki (nicienie), oczyszczony jest ze szkodliwych bakterii i innych patogenów;

– zachowuje jednocześnie walory naturalne.

Tak przynajmniej dzieje się z nawozem produkowanym przez lidera w dziedzinie nawożenia organicznego, belgijskiej firmy Fertikal N.V.

Dla kogoś, kto obawia się obecności w oborniku antybiotyków, czy bakterii E.coli mam również dobrą wiadomość:

– składające się na nawóz odchody kurze są certyfikowane zgodnie z wymogami ekologiczności;

– dzięki higienizacji, zagrożenie szkodliwymi mikrobami jest zerowe;

Konkluzja

Uzupełnione o rozsądny płodozmian i częste badanie gleby, nawożenie przy pomocy wieloskładnikowego nawozu ekologicznego może być ratunkiem dla polskiej gleby, która katowana jest nadmiarem nawozów sztucznych; której brakuje mikroelementów; która jest za kwaśna, ale to wszystko nic wobec katastrofalnego braku próchnicy, który niweczy wysiłek producentów żywności. Nawożenie wieloskładnikowym nawozem ekologicznym może temu skutecznie przeciwdziałać, jest dla polskiego rolnictwa prawdziwym lekarstwem.

O ile nawóz sztuczny karmi wyłącznie roślinę, o tyle nawóz ekologiczny, naturalny żywi zarówno roślinę, jak i glebę.

W zrozumieniu tej różnicy – moim skromnym zdaniem – tkwi przyszłość polskiego rolnictwa i zdrowie obywateli.

Jan M Fijor

St. Cross Farm sp z o. o. (Fertikal Polska)
+48-600-745-945
fijorr@fijorr.com

P.S. Jeśli interesują Państwa dane na temat składu i działania granulowanych nawozów ekologicznych proszę niech do mnie napisze. Chętnie podzielę się wiadomościami na ten temat.

 

Nawóz organiczny

 

1 Komentarzy

  • witam dziwi mnie fakt gdzie w Belgi sa fermy drobiu ekologicznego ajak sa to na jakich nawozach uprawia się np.zborza jeśli obornik w takich ilościach się sprzwdaje pozdrawiam

    Odpowiedz

Napisz komentarz